Powiedzmy, że doznałem całkowitej amnezji. Może nie zupełnie całkowitej, niech będzie, że zostały mi podstawowe wyuczone umiejętności, higiena, trzymanie widelca, jazda na rowerze i tym podobne. Czy nadal można by mnie uważać za tą samą osobę?

Formalnie oczywiście tak. Co zapewne oznacza, że można by mnie skazać za przestępstwo popełnione przed wypadkiem skutkującym amnezją. Ciekawe, czy był już taki casus.

Bez wspomnień z dzieciństwa, bez utrwalonych w młodości poglądów, przesądów, idiosynkrazji i nawyków byłbym osobą tylko fizycznie podobną do mnie sprzed utraty pamięci.  W wieku lat piętnastu jesteśmy kimś innym niż jako trzydziestolatki, ale zawsze jest jakaś ciągłość, jakieś etapy pośrednie.

Taka totalna amnezja oznaczałaby równie totalne zerwanie kontaktów społecznych. Ktoś, kto znałby poprzedniego mnie nie miałby przecież nic wspólnego z mną post-amnezyjnych. Ile osób zdecydowałoby się na żmudne odbudowywanie znajomości? Nawet nie tyle odbudowanie, co wybudowanie. Rodzice, mam nadzieję, że żona też.

Nieodwracalna amnezja to niemal śmierć poprzedniego wcielenia.

Reklamy