Czytam Biblię. Fascynująca lektura dla kogoś, kto z Pismem miał do czynienia dawno temu na katechezie, na której zresztą niezbyt uważałem. Postaci, tradycyjnie uchodzące za posągowe, w tekście źródłowym wcale tak nie muszą tak wyglądać. O ile tylko czyta się między wierszami. Co tam, między wierszami, czas nawet o takich, godnych naśladowania postacie jak Dawid i Salomon biblijny autor explicite pisze jako krwawych, a bywa, że i groteskowych, wschodnich despotach. Jakże mogło to umknąć pokoleniom czytelników? Ach tak, do czytania Biblii kiedyś prostych wiernych zniechęcano.

Zafrapowała mnie Księga Judyty. Czyta się ją dobrze, z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze jest stosunkowo krótka. Po drugie, jest naprawdę dobrze napisana/zredagowana. Inaczej niż w wielu innych księgach Starego Testamentu, nie widać szwów, którymi starożytny redaktor łączył niepasujące do siebie opowieści. Nie jestem biblistą, ale Księga Judyty wygląda mi na dzieło jednolite, włączone do kanonu w swojej pierwotnej postaci.

Dzięki temu fabuła jest przemyślana, opowieść ma swój dramatyzm. Fascynująca jest przy tym możliwość wglądu w umysłowość tak bardzo mi obcą. Moralność i sposób widzenia świata postaci, a pewnie też i autora Księgi Judyty, są tak bardzo obce i barbarzyńskie, i tak przez to ujmujące!

W brutalnym skrócie fabuła wygląda następująco. Holofernes, wódz asyryjski, najeżdża ziemie Izraela. Opór stawia pograniczna forteca, nieznane historykom ani archeologom miasto Betulia.

I otaczał ich dokoła cały obóz Asyryjczyków przez trzydzieści cztery dni: piechota, rydwany i konnica. I wyczerpały się wszystkim mieszkańcom Betulii wszystkie ich zbiorniki wody. I opróżniły się cysterny. Nie mieli tyle wody, aby ugasić pragnienie nawet przez jeden dzień, dlatego dawano im do picia wodę wydzielaną. Straciły więc ducha ich dzieci, a kobiety i młodzieńcy mdleli z pragnienia i padali na ulicach miasta i przy wejściach do bram, i nie było w nich siły.

Jdt 7, 20-22

Jakby napisał wieszcz, na cały Izrael wielka padła trwoga, bo Betulia poddać się musi. Na szczęście znalazła się tytułowa Judyta, piękna i posażna wdowa. Przedostała się do obozu asyryjskiego, uwiodła Holofernesa i doprowadziła do tego, że znaleźli się sam na sam. A kiedy ten oszołomiony alkoholem zasnął, obcięła mu głowę dwoma ciosami jego własnego miecza.

Gdy rano oblegający Betulię ujrzeli głowę swojego wodza na murach miasta, wpadli w popłoch. Izraelici uderzyli na ogarniętych paniką wrogom, kładąc pokotem tysiące i zdobywając  bogate łupy. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Oprócz tych, którzy polegli, oczywiście.

Bóg
YHWH w Księdze Judyty właściwie nie występuje. Owszem, mówi się o nim sporo, a sama bohaterka często się modli. Religia jest przyczyną wojny. Izraelici mogli się poddać, ale musieliby zaakceptować zburzenie Przybytku i zastąpienie go asyryjską świątynią. A to byłoby bardzo, bardzo nie koszer.

Bóg nie interweniuje bezpośrednio, mimo, że wyraźnie się tego odeń oczekuje. W siódmym rozdziale lud Betulii domaga się poddania miasta. Starszyzna kupuje pięć dni czasu, obiecując, że kapituluje jeśli w tym czasie nie doczekają się niebiańskiej interwencji.

Wtedy właśnie po raz pierwszy objawia się Judyta. Obsobacza władze miasta za wystawianie Pana na próbę i prosi o pozwolenie na wyjście za mury. Uzyskuje je, i w ciągu czterech dni realizuje swój terrorystyczny plan.

Choć Księga Judyty wielokrotnie podkreśla znaczenie pobożności i konieczności zachowania religijnych praw, nie da się ukryć, że jej bohaterka zwycięża dzięki osobistej odwadze, chłodnej głowie i sex appeal.

Księgę można czytać jako powieść historyczną. Podobnie jak w „Potopie” Sienkiewicza, wiara wpływa na postępowanie postaci w powieści, ale nie wymaga się od czytelnika zawieszenia swojej niewiary. Kmicic wierzy w rzymskokatolickiego boga, Szwedzi też najwyraźniej w jakiegoś wierzą. Przyjmujemy to z dobrodziejstwem inwentarza, jako konieczny element siedemnastowiecznej mentalności.

Ani w Potopie, ani w Księdze  Judyty Pan Zastępów nie czyni ani jednego cudu. Inaczej też niż w innych księgach biblijnych, nie komunikuje się z bohaterami. Taki literackie ujęcie tematu Boga jest niemal nowoczesne. Równocześnie, bóg Judyty jest  bóstwem archaicznym, raczej henoteistycznym idolem niż uniwersalnym Bogiem chrześcijan. Wrócę do tego za chwilę.

Honor

Czyn Judyty raczej nie był zgodny z kodeksem bushido. Nie wiem jak odczytywano ten fragment Starego Testamentu w czasach, gdy wojenny honor, pojmowany jako umiejętność otwartego stawienia czoła przeciwnikowi, był jedną z najwyżej cenionych wartości. Judyta skrytobójczo morduje zamroczonego alkoholem człowieka. Wcześniej mami go perspektywą wspólnej nocy.

I dzisiaj czyn Judyty uznany byłby za co najmniej dwuznaczny. To, że Stary Testament promuje moralność, która jest cokolwiek odległa od chrześcijańskiej i post-chrześcijańskiej moralności, nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. Nie uważam zresztą, aby samo morderstwo Holofernesa było szczególnie szokujące dla dwudziestojednowiecznego człowieka. Judyta działa w samoobronie rozszerzonej. A element gore – te dwa cięcia mieczem – tylko dodają kolorytu opowieści.

Dużo więcej do myślenia daje satysfakcja, z jaką biblijny autor opisuje rzeź Asyryjczyków i ich sprzymierzeńców, która nastąpiła potem.

Skoro tylko Izraelici to usłyszeli, wszyscy jednomyślnie uderzyli na nich i ścigali ich aż po Chobę. Przybyli także mieszkańcy Jerozolimy i wszyscy z krainy górskiej, ponieważ ich też powiadomiono o tym, co się stało w obozie ich wrogów. Także Gileadczycy i Galilejczycy uderzyli na nich z wielką siłą z boku i ścigali ich, aż przybyli do Damaszku i w jego okolice. Inni mieszkańcy Betulii napadli na obóz asyryjski, zabrali z niego łupy i bardzo się wzbogacili. Ci zaś Izraelici, którzy powrócili z pogromu, zawładnęli tym, co jeszcze pozostało. Wioski i osiedla w górach i na dolinie zdobyły wielkie łupy. Było ich bowiem ogromne mnóstwo.

Jdt 15, 5-7

Ojczyzna

Jak wspomniałem, Bóg z Księgi Judyty jest bogiem henoteistycznym. Nie wiem, jak radzą sobie z tym katoliccy interpretatorzy. Protestanci uznali księgę za apokryf.

Zanim Holofernes wyruszył przeciwko Izraelitom, chciał się dowiedzieć, co to za jedni. Niejaki Achior, wódz Ammonitów, poinformował go, że jest to lud pozostający w szczególnych stosunkach ze swoim bóstwem, które popiera ich, o ile tylko przestrzegają religijnych nakazów. A że w ostatnim czasie przestrzegają, Achior zdecydowanie odradza najazd na Izrael.

Asyryjczyk otwarcie lekceważy ostrzeżenie i oświadcza, że jego król Nabuchodonozor jest potężniejszy niż żydowski bóg. Mimo to, w skrytości ducha, jest pełen obaw. Wykorzystuje to Judyta, która wie o przemowie Achiora od niego samego. Starając się zdobyć zaufanie Holofernesa oświadcza, iż Ammonita miał rację i jeśli tylko Żydzi przestrzegają religijnych zakazów, istotnie są niepokonani. Jest jednak nadzieja dla Asyryjczyków – zdesperowani mieszkańcy Betulii naruszyli zasady i spożywają zakazaną żywność. Do tego samego namawiają przez posłańców mieszkańców Jerozolimy. Jeśli ci ostatni ulegną, ona powiadomi o tym Holofernesa. Atakując w momencie, kiedy YHWH jest obrażony, łatwo odniesie pełne zwycięstwo i podbije cały Izrael.

Przestrzeganie rytuałów jest konieczne i korzystne – głosi morał powieści o Judycie. Zapewnia pomyślność nie tylko prawowiernemu Żydowi, ale także całemu narodowi. Często w Starym Testamencie spotykamy się z odpowiedzialność zbiorową. Czyli przestrzeganie zakazów i nakazów Jahwe nie jest sprawą indywidualną, jest właściwie obowiązkiem patriotycznym!

Ironicznym znajduję fakt, że Stary Testament, jakby nie było, pismo o fundamentalnym znaczeniu dla uniwersalnej religii chrześcijańskiej, jest w znacznej części manifestem zaprawionego religią żydowskiego nacjonalizmu.
(Kto powiedział, że nacjonalizm to wynalazek dziewiętnastowieczny?)
Bóg popiera Izraelitów, zwykle kosztem okolicznych ludów, jeśli tylko są wystarczająco grzeczni.

Reklamy