Śmierć dyktatora

Jak jest straszniej? Czy zostać schwytanym, osądzonym i oczekiwać w celi na egzekucję, jak Saddam Husajn, czy zostać wywleczonym z przepustu pod autostradą i zlinczowanym przez wyjącą tłuszczę?

Długotrwałe czekanie na śmierć, czy szok i przerażenie przez kilkadziesiąt minut pościgu?

Pomyśleć, taki Muammar Kaddafi mógł dożyć swoich dni w luksusie, gdzieś w Wenezueli albo w Afryce na południe od Sahary. Wystarczyłoby trochę elastyczności i realizmu, a przeżyłby nie tylko on i jego synowie, ale także kilkadziesiąt tysięcy Libijczyków.

Reklamy

Szczepionki – dowód anegdotyczny

Chodzi po mieście takie paskudztwo, które powoduje ból mięśni, gorączkę i, przede wszystkim, nieodpartą chęć zwrócenia posiłków z mijającego tygodnia.

Najpierw dopadło moją ślubną. Po pół doby mnie, po następnej połowie – siostrę ślubnej, która akurat u nas była. Kolejną ofiarą stała się teściowa, też miała pecha nas wizytować. Na tym lista ofiar się zakończyła, więcej dorosłych w domu do zarażenia nie było.

Wspominam o dorosłych, bo jedyną osobą, która oparła się zarazie była moja pięciomiesięczna córeczka. Ichwałabogu, opieka nad chorym dzieckiem, kiedy człowiek sam jest półprzytomny, to byłby hardcore. Tym bardziej, że w jej przypadku w grę wchodziłaby pewnie hospitalizacja.

Sądząc po objawach i wysokiej zaraźliwości, dopadły nas rotavirusy. Niemowlę można na nie zaszczepić. Nie jest to obowiązkowe, za to kosztuje.

Czterech na czterech dorosłych zachorowało. Jedno szczepione pięciomiesięczne dziecko pozostało żwawe i wesołe. Można uznać, że kasa na szczepionkę  była dobrze wydana.

Judyta

Czytam Biblię. Fascynująca lektura dla kogoś, kto z Pismem miał do czynienia dawno temu na katechezie, na której zresztą niezbyt uważałem. Postaci, tradycyjnie uchodzące za posągowe, w tekście źródłowym wcale tak nie muszą tak wyglądać. O ile tylko czyta się między wierszami. Co tam, między wierszami, czas nawet o takich, godnych naśladowania postacie jak Dawid i Salomon biblijny autor explicite pisze jako krwawych, a bywa, że i groteskowych, wschodnich despotach. Jakże mogło to umknąć pokoleniom czytelników? Ach tak, do czytania Biblii kiedyś prostych wiernych zniechęcano.

Zafrapowała mnie Księga Judyty. Czyta się ją dobrze, z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze jest stosunkowo krótka. Po drugie, jest naprawdę dobrze napisana/zredagowana. Inaczej niż w wielu innych księgach Starego Testamentu, nie widać szwów, którymi starożytny redaktor łączył niepasujące do siebie opowieści. Nie jestem biblistą, ale Księga Judyty wygląda mi na dzieło jednolite, włączone do kanonu w swojej pierwotnej postaci.

Dzięki temu fabuła jest przemyślana, opowieść ma swój dramatyzm. Fascynująca jest przy tym możliwość wglądu w umysłowość tak bardzo mi obcą. Moralność i sposób widzenia świata postaci, a pewnie też i autora Księgi Judyty, są tak bardzo obce i barbarzyńskie, i tak przez to ujmujące!
Read more…

Babka z Wermachtu

W Polsce Jagiellonów Paweł Jasienica pisał:

Sprowadzonej do Krakowa Annie Cillejskiej trzeba było dać osiem miesięcy czasu na naukę języka, bo nie rozumiała ani słowa po polsku. Podobnie zresztą jak jej matka, a córka Kazimierza Wielkiego – Anna von Teck. Ludwik Węgierski działał przezornie i skutecznie wywożąc ją z kraju jako czteroletnie dziecko i w dziesięć lat później wydając za mąż za Niemca.

Paskudny ten Ludwik.
Kilkadziesiąt stron dalej o Elżbiecie z Habsburgów, żonie Kazimierza Jagiellończyka:

Elżbieta – wnuczka i córka cesarzy – jeszcze bardziej wzmogła ambicje dynastyczne i zachodnią orientację domu Jagiellonów, któremu służyła wiernie, bez zawodu. W Polsce cieszyła się szacunkiem. Spędziła w naszym kraju lat pięćdziesiąt i jeden, aż do śmierci nigdzie ani razu nie wyjeżdżając. Litwa nie była dla niej oczywiście zagranicą. Kiedy najstarsza z jej sześciu córek, Jadwiga, wyszła za księcia bawarskiego, trzeba było dodać świcie tłumacza, bo królewna nie rozumiała ani słowa po niemiecku (za to później tak posiadła ten język, że napisała w nim dzieje rodu męża). Była to zasługa matki, która opanowała naszą mowę i rozmawiała z córkami tylko po polsku.

Poczciwa kobieta z tej Elżbiety.

Julka to nowa Kasia

Wybór imienia dla dziecka to decyzja jedna z tych najprostszych i najtrudniejszych zarazem. Jedna z najprostszych, gdyż w odróżnieniu od wyboru wystroju pokoju dziecinnego, rodzaju karmienia, miejsca porodu i zakupu, lub rezygnacji z zakupu, różnych modnych utensyliów dla niemowląt, wybór imienia jest bezkosztowy. Wybierać można wszędzie, w małżeńskiej sypialni, w trakcie kolacji albo w samochodzie, nie trzeba biegać w tym celu po sklepach.

Równocześnie jest jedną z najtrudniejszych, gdyż imię, inaczej niż pokój dziecinny, pozostaje zwykle na całe życie.

Kiedy dowiedzieliśmy się,  że oczekiwane potomstwo jest płci żeńskiej, wymieniliśmy propozycje. Ja optowałem za Julią, żona za Mają. A potem popatrzyłem w statystyki…

W samym 2010 roku na pomysł identyczny z moim wpadli rodzice ponad 14 tysięcy dziewczynek, co stanowi prawie 7,2% wszystkich urodzonych w tym roku. Małżonka ma okazała się nieco bardziej oryginalna, w ubiegłym roku przyszło na świat zaledwie 11,5 tysiąca Maj. Okazuje się, że od wielu lat oba imiona znajdują się w ścisłej czołówce najpopularniejszych. Julia w ogóle rządzi, jest numerem jeden w 2010, 2009, 2008, 2007 i 2006. W 2005 była na drugim miejscu.

Na swoje usprawiedliwienie chciałbym zaznaczyć, że Julia to miało być imię po mojej babci. Niemożliwe, żeby wszyscy inni ludzie też mieli babcie Julcie.

Imion do wyboru są setki. Pomimo tego, większość rodziców okazuje się zaskakująco mało oryginalna. Korzystając z danych MSWiA (dostępne w różnych miejscach Internetu) i statystykach z GUS, sporządziłem sobie taką tam tabelkę

Udział noworodków z najpopularniejszymi imiona w odniesieniu do wszystkich urodzeń

 

2008

2009

2010

 

Dziewczynki

Chłopcy

Dziewczynki

Chłopcy

Dziewczynki

Chłopcy

Top 3

17,6%

15,6%

17,5%

16,4%

17,9%

14,6%

Top 5

26,2%

22,5%

26,1%

23,6%

25,7%

21,7%

Top 10

41,6%

35,8%

41,4%

37,6%

41,9%

35,3%

Top 20

59,4%

53,3%

59,1%

56,0%

61,7%

54,8%

Ponad połowa dzieci nosi jedno z 20 najpopularniejszych imion. Najpopularniejsze trzy w danym roczniku imiona nosi ponad jedna szósta dzieci.

Rodzice chłopców wydają się być ciut mniej podatni na modę niż rodzice dziewczynek. Od lat najchętniej nadawanym imieniem jest Jakub, Kubusie są jednak mniej liczni niż Julki. Pozwolę sobie wrzucić tutaj top 10 z 2010 roku (w nawiasach liczność).

Dziewczynki:

  1. Julia (14 347)
  2. Maja (11 588)
  3. Zuzanna (9 721)
  4. Lena (8 128)
  5. Wiktoria-7 499)
  6. Amelia (7 028)
  7. Oliwia (6 863)
  8. Aleksandra (6 841)
  9. Natalia (6 601)
  10. Zofia (4 981)

Chłopcy

  1. Jakub
  2. Szymon
  3. Kacper
  4. Filip
  5. Michał
  6. Mateusz
  7. Bartosz
  8. Wojciech
  9. Adam
  10. Wiktor

Mnie, urodzonemu pod koniec lat siedemdziesiątych, imiona chłopców wydają się być znacznie bardziej wyszukane. Większość popularnych dziś imion męskich jest dość pospolita w pokoleniu rodziców mojej córki. Wśród imion z pierwszej dziesiątki, może jedynie Kacper i Bartosz mieliby małe szanse na spotkanie imiennika w klasie.

Moje koleżanki miały zwykle na imię Kasia, Magda, Gosia lub Asia. Nie znałem chyba ani jednej Julii, i tylko jedną Maję. Poza Olą (nr 8 w 2010 roku), wszystkie imiona z żeńskiego top 10 w moim pokoleniu uchodziłyby za dość oryginalne.

Właśnie, co z Kasią. Dane z MSWiA za 2010 rok obejmują jedynie 20 najpopularniejszych imion, nie ma wśród nich Katarzyny. Za to 2009 urodziły się 1 884 Kaśki, co daje temu imieniu zaledwie 32 miejsce. Jeszcze dalej w zestawieniu znalazły się Małgorzaty (1 575 dzieci, 34. pozycja) i Joanny (1 252 dzieci, 39. pozycja). Nieco częściej nadawanym imieniem jest Magdalena, w 2009 znalazła się na miejscu szesnastym, w 2010 na dwudziestym.

Dla niedawno urodzonych dzieci imię Julia będzie tak pospolite jak dla mnie Katarzyna. Za to Kaśka zapewne będzie kojarzyć się trochę jak mnie Kryśka. Myślę stereotypowo, wiem (pamiętacie, jak chciałem nazwać córkę), ale Krystyna to imię dla pani w wieku minimum 50 lat.

Nagle zapomnieć wszystko

Powiedzmy, że doznałem całkowitej amnezji. Może nie zupełnie całkowitej, niech będzie, że zostały mi podstawowe wyuczone umiejętności, higiena, trzymanie widelca, jazda na rowerze i tym podobne. Czy nadal można by mnie uważać za tą samą osobę?

Formalnie oczywiście tak. Co zapewne oznacza, że można by mnie skazać za przestępstwo popełnione przed wypadkiem skutkującym amnezją. Ciekawe, czy był już taki casus.

Bez wspomnień z dzieciństwa, bez utrwalonych w młodości poglądów, przesądów, idiosynkrazji i nawyków byłbym osobą tylko fizycznie podobną do mnie sprzed utraty pamięci.  W wieku lat piętnastu jesteśmy kimś innym niż jako trzydziestolatki, ale zawsze jest jakaś ciągłość, jakieś etapy pośrednie.

Taka totalna amnezja oznaczałaby równie totalne zerwanie kontaktów społecznych. Ktoś, kto znałby poprzedniego mnie nie miałby przecież nic wspólnego z mną post-amnezyjnych. Ile osób zdecydowałoby się na żmudne odbudowywanie znajomości? Nawet nie tyle odbudowanie, co wybudowanie. Rodzice, mam nadzieję, że żona też.

Nieodwracalna amnezja to niemal śmierć poprzedniego wcielenia.