Senna ambiwalencja

Śniła mi się znajoma na golasa. Miałem nawet tak zatytułować notkę, ale chyba nie potrzebuję tego rodzaju gogle visitors. A więc śniła mi się znajoma nago i zaraz po obudzeniu miałem ochotę opowiedzieć o tym żonie. Czasem opowiadam jej, jak mi się przyśni coś nietypowego.
Ale nie opowiedziałem. Senna sytuacja była pozbawiona jakiegokolwiek erotyzmu, raczej zabawna. Mimo wszystko, ryzykownym byłoby przyznać się małżonce, że śnię o gołych kobietach. Chyba.

Reklamy

Zdarzają się takie wypadki

Stanisław Bereś powiedział:

Przed paru laty kręciłem dla telewizji reportaże w Australii i na Tasmanii.
Rozmawiałem między innymi ze znanym antropologiem polskiego pochodzenia, który
obecnie wykłada na uniwersytecie w Sydney. Uczony ten spędził sześć lat z
plemionami na Nowej Gwinei i opowiedział mi sporo historii, które przeczą
racjonalistycznemu obrazowi świata. Podam drobny przykład: nie będąc jeszcze w
pełni członkiem ich plemienia, wybrał się z nimi na polowanie. W trakcie marszu
jeden z tubylców oderwał się nagle od grupy i zaczął biec w kierunku osady. Gdy
antropolog zapytał pozostałych, co się stało, usłyszał, że dziecku tego człowieka grozi
śmiertelne niebezpieczeństwo. Gdy dopytywał się, skąd mogą o tym wiedzieć,
wzruszali ramionami i mówili, że przecież wszyscy wiedzą. Notabene gdy wrócili po
tygodniu z polowania, okazało się, że dziecko ledwie przeżyło ciężką chorobę. Mój
rozmówca był zbulwersowany tymi zdolnościami Papuasów, więc by go przekonać,
najstarszy myśliwy plemienia zapowiedział, że pierwszy ptak, który zostanie przez nich
upolowany w czasie najbliższego polowania, nie będzie miał lewej nogi. Zapowiedź
się sprawdziła co do joty, ale nikt z plemienia nie był nawet zdziwiony. Po prostu było
wiadomo, że tak będzie. Jestem ciekaw, czy jako zakamieniały sceptyk odrzuca pan
tego typu relacje.

Read more…

Porozmawiajmy o Kopciuszku

Rzecz dzieje się wśród arystokracji. Skąd to wiadomo? Na koniec opowieści główna bohaterka wychodzi za księcia krwi. Gdyby była plebejuszką, choćby nie wiej jak urodziwą, nigdy by się jej to nie udało. Najwyżej zostałaby metresą.

Jak to w dawnych czasach bywało, matka dziewczynki o dziwnym imieniu Cinderella umarła w połogu. Ojciec, poważnie traktujący obowiązek przedłużenia rodu, to jest spłodzenia syna, szybko powtórnie ożenił się. Niestety, nie wyszło, znowu urodziły mu się córki, dwie tzw. brzydkie siostry.

Wychowanie potomstwa powierzył małżonce, która naturalnym biegiem rzeczy skupiła się na biologicznych córkach. Cinderella aka Kopciuszek wychowywała się między służbą. Między bajki należy włożyć opowieści o segregowaniu maku i grochu (po co?), niemniej groziła jej niewątpliwa deklasacja.

Mijają lata, Kopciuszek łyka łzy upokorzenia i dorasta. Dorasta, dorasta, aż wyrasta na wyjątkowej urody pannę. Co do jej przyrodnich sióstr, nie jest pewne, czy rzeczywiście były brzydkie, czy tylko mniej ładne od Cinderelli. Uroda jej jednak na razie nie pomaga, wręcz staje się przyczyną dodatkowych szykan ze strony macochy i jej potomstwa.

W tym momencie interweniuje matka chrzestna.

Gdzie była do tej pory?

Read more…

Ego

Egoista – człowiek, który dba tylko o własne potrzeby.
Egocentryk – człowiek, który dostrzega tylko własne potrzeby.
Altruistyczny egocentryk – człowiek, który chętnie, z własnej woli, ofiaruje innym to, czego mu brakuje. Czy tego chcą, czy nie.

Typowym przykładem altruistycznego egocentryka jest matkapolka. Matkapolka opiekuje się, niekoniecznie dziećmi, niekoniecznie własnymi.
Kiedy matcepolce jest zimno, ubiera. Dziecko, partnera, kogokolwiek. Kiedy jest głodna, karmi. Spragniona, poi.
Matkipolki wpędzają w poczucie winy. Trudniej przecież powiedzieć „odpierdol się” komuś, kto się dla nas tak poświęca.

Dawid, król

Dziwna sprawa z tym Dawidem. Dla chrześcijan i Żydów to postać mocno pozytywna. Nie bez skazy co prawda, historia z Batszebą i jej mężem doczekała się jednoznacznego potępienia na kartach Biblii. Przypomnijmy, Batszeba wpadła w oko królowi w czasie, gdy jej mąż, Uriasz Hetyta, przebywał na wojnie. Walczył zresztą na chwałę Dawida.

Aby pozbyć się zawadzającego męża,  Dawid rozkazał Joabowi,  wodzowi naczelnemu, takie pokierowanie Uriaszem, by ten znalazł się na najniebezpieczniejszym odcinku. Plan się powiódł, nieszczęsny mąż Batszeby poległ a Dawid mógł legalnie zabrać wdowę do swojego haremu.
Read more…

Przyszedł do mnie mail

O, taki

Szanowny Kliencie,

bardzo dziękujemy za skorzystanie z oferty Sklepu Internetowego empik.com
oraz za odbiór produktów z wysyłki o numerze 10100123174175 z Salonu
empik.

Wysyłka o numerze 10100123174175 stanowi zrealizowaną część
zamówienia 10100025343962.

Szanowny Empiku Com,

Serdecznie dziękuję za tak dobrze spersonalizowaną przesyłkę. Wprawdzie nie znasz mojej płci ani, w przeciwieństwie do Twoich sprzedawców nie tak dawno temu, imienia i nazwiska. Za to doskonale pamiętasz numer zamówienia i przesyłki, którą odebrałem.

Gdyby się przydarzyło, że złożyłem na raz więcej niż jedno zamówienie i zechciałem kupić więcej niż jedną książkę, kilkunastrocyfrowy numerek byłby dla mnie wielce pomocny. Jak wiadomo, jestem automatem podłączonym do empikowej bazy danych.

Ze zdigitalizowanym pozdrowieniem,

Twój Amatil

Ad astra

Od kiedy okazało się, że nie można przekroczyć prędkości światła, science-fiction, a w szczególności jej odmiana zwana space operą ma problem. To znaczy, space opera ma od początku problem, bo jako gatunek powstała już po sformułowaniu teorii  względności.

Wypracowano kilka sposobów radzenia sobie z ograniczeniem prędkości. Najprostszym, najpopularniejszym i stosowanym już przez samego Isaaca Asimova rozwiązaniem jest koncepcja skoku podprzestrzennego. Albo nadprzestrzennego, jak kto woli. Uzbrojeni w technikę pozwalającą dokonywać skoków kosmiczni marynarze bez większych problemów podróżują pomiędzy kosmicznymi portami, obserwując  przez wizjery gwiazdy rozmazujące się w linie proste, jak to w „Gwiezdnych Wojnach”. Pozwala to znacząco przyspieszyć fabułę.

Innym popularnym rozwiązaniem jest hibernacja. Jak w „Obcych”, gdzie Ripley i jej koledzy wychodzą z jakichś szafek, gdzie przebywali w stanie anabiozy. Także i to rozwiązanie pozwala fabule toczyć się wartko. Nieuniknione rozejście się czasu życia podróżującego bohatera i czasu ojczystej planety pozwala autorowi na dodatkowe twisty, znane choćby z „Wiecznej Wojny” Haldemana.

Mam duże braki jeśli chodzi o lekturę s/f. Chyba jednak nie pomylę się, jeśli stwierdzę, że najrzadziej wykorzystywanym pomysłem na międzysystemowe podróże jest  statek wielopokoleniowy. Wsiadają do takiego ludzie, którzy wiedzą, że nie dożyją końca podróży. Na pokładzie, który zawiera wszelkie udogodnienia, płodzą dzieci, uczą je obsługi całej maszynerii i umierają. Po iluś tam pokoleniach potomkowie pierwszej załogi mają zejść na nowy ląd. Musi być przykład, więc proszę: „Non Stop” Aldissa.

A gdyby tak naprawdę dało się zbudować taki statek, kim mogliby być pierwsi załoganci? Ludźmi na tyle zdesperowanymi, by na skazać się na pobyt w zamkniętej przestrzeni do końca życia i to samo zafundować swoim dzieciom i wnukom. Z tym pierwszym nie powinno być problemów. Oferta, której przyjęcie pozwala pozbyć się, dosłownie, wszelkich ziemskich trosk w zamian za dożywotni wikt i opierunek nawet dziś przyciągnęłaby setki tysięcy chętnych. A co dopiero w dystopijnej przyszłości! (czemu dystopijnej? a czemu nie).

Problemem przy rekrutacji byłoby pewnie odsianie wszelkiej maści nieudaczników i charakteropatów. Albo raczej tych, których rodzaj nieudacznictwa i charakteropatie stanowiłyby zagrożenie dla misji, bo tak czy inaczej całkowicie normalni by się pewnie nie zgłosili.

Albo taki pomysł na powieść – charyzmatyczny religijny guru przekonuje swoich wyznawców, że Ziemia jest już nieodwołalnie potępiona i ich misją jest zasiedlić nową planetę, wskazaną przez Boga za pośrednictwem astronomów. Wtedy cała załoga to jedna sekta, ożywiona jednym duchem. Przy okazji, rozwiązuje się problem potomstwa – rodzice dzieci urodzonych na pokładzie byliby święcie, nomen omen, przekonani, że zrobili to, co dla dziatków najlepsze.

Kimkolwiek jednak będą pierwsi zamustrowani, ktoś urodzony dużo później może dojść do wniosku, że to był kiepski pomysł. Nawet w sekcie może zdarzyć się jakiś heretyk czy, nie daj boże, ateista. Co wtedy? Gdybym umiał, opisałbym w książce.

 

Aktualizacja.

Kilka godzin po napisaniu tego tekstu zaglądam na gazeta.pl, a tam:

Odkrycie planety Kepler 22-b jest sensacją. Na powierzchni tej planety nie jest ani za zimno, ani za ciepło. Warunki do życia teoretycznie są w sam raz – mówi w rozmowie z TOK FM o odkryciu nowej planety Karol Wójcicki z planetarium Niebo Kopernika. Jednak tak szybko do niej nie dotrzemy. Problemem jest odległość. ”Ziemia 2.0″ oddalona jest od nas o 600 lat świetlnych. – Na razie nie umiemy dolecieć dalej, niż kilka godzin świetlnych.

Już wiadomo, gdzie lecieć i jak daleko.